Rozum praktyczny u św. Tomasza i Kanta
(dwie racjonalności i ich wpływ na współczesność).
Marek Przychodzeń
Przedstawienie koncepcji rozumu praktycznego u tak dwóch różnych od siebie autorów – tworzącego w średniowieczu Tomasza z Akwinu oraz oświeceniowego Immanuela Kanta – domaga się wyjaśnienia. Podtytuł niniejszego artykułu nasuwa już jeden z powodów. Można bowiem argumentować, iż koncepcje filozoficzne mają pewien wpływ na otaczający nas świat i pomijając charakter tego wpływu, idee szczególnie mocno uwidaczniające się w praktyce życia zbiorowego, mogą zostać specjalnie pod tym kątem wyselekcjonowane i omówione. Tak też będzie w przypadku Kanta. Z czysto filozoficznego punktu widzenia św. Tomasz i Immanuel Kant stworzyli zaś potężne systemy teoretyczne, które swym pięknem i siłą argumentów do dziś inspirują myślicieli.
Postaram się tu naświetlić właściwie tylko jedną kwestię – funkcję rozumu praktycznego, tj. rozumu działającego w funkcji praktycznej, w dochodzeniu do moralnej powinności. Sprawa wydaje mi się szczególnie ważna m.in. dlatego, że niniejszy esej został wygłoszony podczas konferencji zorganizowanej przez prawników. Prawnicy są szczególnie narażeni na to, że prawo natury będzie wydawać się im czymś w rodzaju prawa pozytywnego. Niemniej jednak podobne skojarzenia mają również myśliciele katoliccy pozostający w tradycji św. Tomasza z Akwinu.
Usiłując dowiedzieć się, co św. Tomasz miał do powiedzenia na temat prawa natury najpewniej natkniemy się na następujący fragment:
„Spośród zaś wszystkich rzeczy, w jakiś wyższy sposób opatrzności Boskiej podlega stworzenie rozumne. Ma bowiem udział w tejże opatrzności przez to, że samo siebie opatruje, a także i innych. Stąd też i ono ma w sobie udziałowo prawo wieczne. Dzięki niemu jest w nim skłonność do należytego działania i do celu. I właśnie to udziałowo istniejące w stworzeniu rozumnym prawo wieczne zwie się prawem naturalnym […] prawo naturalne jest niczym innym, jak istniejącym udziałowo w rozumnym stworzeniu prawem wiecznym”
Sama treść powyższego fragmentu nie jest błędna, lecz wyjaśnienie fenomenu prawa naturalnego przez kolejne odwołanie się do pojęcia prawa, tym razem prawa wiecznego, sprzyja jego legalistycznej oraz racjonalistycznej interpretacji. W ten sposób pojmował prawo moralne Immanuel Kant i nic dziwnego, że jest tak lubiany przez prawników. Niemniej jednak tradycja Tomaszowego odczytania roli rozumu praktycznego jest zasadniczo różna od podejścia Kantowskiego.
Według modelu Kanta (nazywanym w literaturze przedmiotu modelem konstruktywistycznym) dobro jest tożsame z racjonalnym wyborem, innymi słowy, dobre jest to, co zostało racjonalnie wybrane. Według drugiego modelu (nazywanego modelem kognitywnym), łączonego z nazwiskiem Tomasza z Akwinu i szerzej z tradycją arystotelesowską, racjonalny wybór nie jest źródłem dobra, lecz powinien być z nim zgodny. Innymi słowy, wybiera się x, bo x jest dobre, i odwrotnie, x nie jest dobre tylko dlatego, że zostało wybrane. Prawo moralne ma regulować prawidłowy sposób postępowania, a nie go konstytuować. Jak jednak dochodzi do odkrycia prawidłowego sposobu postępowania? Jeśli zagadka prawa moralnego tkwi w naszym umyśle, jak twierdzą konstruktywiści, zdaje się, że wystarczy opanować odpowiednie wnioskowanie, by wypowiadać prawdziwe sądy moralne, podobnie jak matematyk musi opanować rachunek, by móc prawidłowo liczyć, lub prawnik nauczyć się kodeksu, by wprawnie wyciągać z niego wnioski. Istotę podejścia konstruktywistycznego ilustruje cytat z Krytyki Czystego Rozumu Kanta, w którym Królewiecki filozof stwierdza „paradoksalność” swej metody krytyki praktycznego rozumu:
„pojęcie dobra i zła musi być wyznaczone nie przed prawem moralnym (którego podstawę, jak się pozornie może wydawać, musiałoby nawet stanowić), lecz dopiero po nim i przez nie (jak to też tutaj zachodzi)”
Kant zdawał sobie sprawę, że aby przekonać czytelników do swojej koncepcji, musi najpierw rozprawić się ze standardowym podejściem do kwestii prawa moralnego. Tradycyjnie myślano bowiem tak, jak myślał św. Tomasz, że aby zbudować prawo moralne najpierw musimy stwierdzić, co jest dobre i złe, by dopiero na tym odkryciu, jak na fundamencie, tworzyć prawa regulujące współżycie wspólnoty. Niemniej jednak, zdaniem Kanta, dobro ma być wynikiem wyłącznie racjonalnego wyboru, należało zatem tak zdefiniować rozum praktyczny, by to po stronie podmiotu a nie przedmiotu znajdowało się źródło dobra, inaczej podejście konstruktywistyczne przekształciłoby się w model kognitywny.
Zdaniem Arystotelesa, którego kontynuatorem był Akwinata, człowiekiem moralnym może być tylko ktoś o odpowiednim charakterze, człowiek dobry i roztropny, który nie tyle potrafi podciągnąć poszczególne uzasadnienie swego działania pod powszechnie obowiązujące prawo, ile wie, jak postąpić godziwie w poszczególnych przypadkach. Taka zdolność wymaga uwzględnienia przygodnych okoliczności działania, a więc liczenia się z czymś więcej, niż tylko z ogólnymi zasadami. Ludzkie działanie moralne nie przypomina postępowania matematyka ani prawnika, lecz raczej odkrywcy, starającego się zrozumieć naturę rzeczy, z którymi przyszło mu obcować.
Działający człowiek zawsze postawiony jest wobec konkretnych okoliczności, ma przed sobą zastane opinie co do tego, jak się powinno postępować, zna też swoje pragnienia. Jak ma postąpić? Dobro wyłania się z napięcia pomiędzy tym, co mówią inni ludzie, czego sami pragniemy, a tym, co uznajemy za godne, co jawi się nam jako bezwzględnie obowiązujące, niezależnie od opinii i pragnień. Jest to przekonanie, że x powinno być takie a nie inne, ponieważ wymaga tego natura x-a. Czy doktor, który oprócz normalnych usług zaczął oferować także usługę aborcji, postępuje zgodnie z naturą swego powołania, czy powinien być dalej nazywany lekarzem? Przekonanie że można coś robić lepiej lub że obecny sposób postępowania jest niemożliwy do zaakceptowania pojawia w konfrontacji z tym, jak się postępowało do tej pory i jest warunkiem wszelkiej krytyki tradycji, albowiem do czego innego można by się odwoływać, niż do standardu obiektywnej natury rzeczy?
Tomasz odróżniał dwie funkcje rozumu praktycznego. Z jednej strony rozum ten rozpoznaje cele działania i działa według ogólnej zasady: czyń dobro, zła unikaj (odpowiada za to synderesis, prasumienie). O prasumieniu wyrażał się św. Tomasz następująco:
„Jak zaś byt jest tym, co jako istotnie pierwsze rozum pojmuje, tak dobro jest tym, co jako pierwsze pojmuje rozum praktyczny, który jest nastawiony na działanie. każdy bowiem działający działa dla celu, który ma znamiona dobra. I dlatego pierwsza zasada, jaką kieruje się rozum praktyczny, opiera się na pojęciu dobra; brzmi ona: Dobrem jest to, czego wszystko pożąda [i ku czemu dąży]. Zatem pierwsze przykazanie prawa jest takie: Dobro należy czynić i dążyć doń, a zła należy unikać. Na tym opierają się wszystkie inne przykazania prawa natury: tak mianowicie, żeby do przykazań prawa naturalnego należały te wszystkie inne nakazy czynienia i unikania, które rozum praktyczny w naturalny sposób uznaje za dobre dla człowieka”
Z drugiej strony sama ta zdolność nie wystarczy, by w konkretnych okolicznościach osiągnąć zamierzone dobro, trzeba przy tym kierować się do celów szczegółowych oraz posiadać wiedzę praktyczną, znajomość właściwych środków prowadzących do celu (za co odpowiada cnota roztropności, albowiem „zadaniem roztropności jest prowadzić wszystko do celu”). Do prawidłowego działania potrzebujemy zatem znajomości celu (syndereza, prasumienie) oraz środków do niego prowadzących (cnota roztropności). Ponadto nie każdy jest w stanie rozpoznać dobro moralne jako takie, w odróżnieniu od tego, co przyjemne czy użyteczne – zdolny jest do tego jedynie człowiek prawy, a więc posiadający dobry charakter. Według Akwinaty np. już sam rozum praktyczny wymaga udoskonalenia za pomocą cnoty roztropności, inaczej nie będzie prawidłowo oceniał danej sytuacji.
Choć naczelnym, przyrodzonym celem człowieka jest szczęście, jednak dokładne sprecyzowanie na czym to szczęście polega i jak do niego dążyć jest to dzieło na całe życie. Cała nauka moralności i wychowanie zmierzają do tego, by człowieka nauczyć prawidłowego rozpoznawania celów cząstkowych, tak by wypełniając je, osiągnął ostatecznie szczęście. Zmysłowe pożądanie może sprawić jednak, że jakiś niewłaściwy cel szczegółowy wyda się człowiekowi atrakcyjny i skieruje go w stronę niegodziwych czynów.
Zdaniem Tomasza błąd w postępowaniu nie może pojawić się zatem na poziomie pierwszych, ogólnych zasad prawa natury, które są człowiekowi przyrodzone, lecz na poziomie drugorzędnych, bardziej szczegółowych celów, do jakich zmierza człowiek na drodze do osiągnięcia szczęścia, swego celu ostatecznego. Mimo, iż potencjalnie treść moralności jest dostępna rozumowi naturalnemu, nawet nieoświeconemu wiarą nie wszyscy ludzie zdolni są jednak do tego rodzaju przemyśleń i często błądzą, dlatego Bóg opatrznościowo dał człowiekowi Dekalog, by każdy mógł osiągnąć to, do czego kieruje go jego naturalna skłonność, to jest trwałe szczęście:
„rozum człowieka nie mógł, ogólnie biorąc, błądzić co do przykazań moralnych, gdy chodzi o same najogólniejsze przykazania prawa naturalnego; na skutek jednak nałogowego popełniania grzechów rozum doznawał zamroczenia w dokonywaniu poszczególnych uczynków. Jeśli chodzi o inne przykazania moralne, o te, które są jakby wnioskiem wysnutym z ogólnych zasad prawa natury, to rozum wielu ludzi błądził do tego stopnia, iż uważał za dozwolone to, co samo w sobie było złe. Przeciw tym dwom niedomaganiom trzeba było wspomóc człowieka autorytetem prawa Boskiego”
Z praktyki wiemy, że sama znajomość przykazań nie wystarczy. Skoro człowiek, jak przyjmuje Tomasz, jest istotą złożoną, duchowo-cielesną, sam rozum nie wystarczy do dobrego życia, do pełni sukcesu trzeba jeszcze nauczyć się panowania nad emocjami. Mówiąc słowami św. Augustyna, wszyscy ludzie pragną szczęścia, lecz nie wszyscy pragną środków, które do niego prowadzą.
Mimo, że człowiek jest istotą rozumną i mimo, że pragnienie szczęścia jest mu przyrodzone, ciągle może on zostać skuszony rozkoszą, bądź odwiedziony strachem od właściwego celu. Potrzebne mu są zatem cnoty, takie jak męstwo, roztropność czy sprawiedliwość, które harmonizują uczucia i usprawniają pracę rozumu, podając mu właściwe cele.
„Celem każdej cnoty moralnej jest dostosowanie do prawego rozumu. Umiarkowanie zamierza bowiem, by człowiek nie odwrócił się od rozumu pod wpływem żądz, a męstwo, by od prawego sądu nie odwróciło go tchórzostwo lub zuchwalstwo. Cel ten jest człowiekowi wyznaczony przez przyrodzony rozum, który każdemu człowiekowi wskazuje, by działał zgodnie z rozumem”
„[Z]darza się niekiedy, że ogólna zasada, którą pojętność lub wiedza danego człowieka uznaje, pod wpływem uczucia ulega spaczeniu, np. gdy w kimś zwycięży żądza, wówczas wydaje się mu dobre to, czego pożąda, mimo ze to sprzeciwia się ogólnemu sądowi rozumu. Podobnie więc, jak człowiekowi potrzeba należytego przysposobienia w stosunku do ogólnych zasad, a mianowicie przyrodzonej pojętności lub sprawnej wiedzy, tak samo są mu niezbędne pewne sprawności, które by go udoskonaliły, by należycie ustosunkował się do poszczególnych zasad postępowania, a mianowicie do celów, tak by dzięki tym sprawnościom należyte wydawanie sądu o celu stało się dla niego jakby drugą naturą”
Ważne jest, że proces dochodzenia do dobra, które potem człowiek wybiera, nie przypomina dowodzenia matematycznego, a postępowanie według pierwszych zasad rozumu praktycznego, podobnie jak według pierwszych zasad rozumu teoretycznego, nie wymaga wyraźnej świadomości istnienia tych zasad. Najpierw myślimy niesprzecznie, a dopiero później uświadamiamy sobie, że zasada niesprzeczności „stoi” za naszym rozumowaniem.
Oczywiście istnieje możliwość wyprowadzenia prawa naturalnego i św. Tomasz zdaje się niekiedy przedstawiać proces rozumowania moralnego podobnie jak Kant, jak swego rodzaju rozumowanie, w ramach którego, mimo zmiennych okoliczności, dochodzimy od pewnych ogólnych przesłanek do pewnych konkluzji dotyczących działania. Tomasz podaje tego typu ogólne zasady, pierwsze „przykazania” prawa naturalnego, utrzymania życia, rozmnażania, poznawania prawdy o Bogu i imperatywu życia w społeczności (zapewne lista nie jest zamknięta):
„…po pierwsze, istnieje w człowieku skłonność ku dobru odpowiednio do natury, którą ma wspólnie z wszystkimi jestestwami. Chodzi mianowicie o to, że każde jestestwo pragnie zachowania swojego bytu odpowiednio do swojej natury. I jeśli chodzi o tę skłonność, do prawa naturalnego należy to wszystko, co służy utrzymaniu człowieka w istnieniu oraz oddaleniu tego, co jest temu przeciwne. - Po drugie, istnieje w człowieku skłonność ku temu, co jest bliższe jego gatunkowi, mianowicie ku temu, co jego natura ma wspólne z innymi zwierzętami. W myśl tego [w prawie Justyniana] powiedziano, że do prawa naturalnego należy to, „czego natura nauczyła wszystkie zwierzęta”, np. łączenie się mężczyzny z kobietą, wychowanie dzieci itp. – Po trzecie, istnieje w człowieku skłonność ku dobru odpowiadającemu jego rozumnej naturze, która jest mu właściwa. I tak np. człowiek ma naturalną skłonność do tego, żeby poznawać prawdę o Bogu, oraz do tego, żeby żyć w społeczności. W myśl tego, do prawa naturalnego należy wszystko, co dotyczy tejże skłonności, np. żeby człowiek wystrzegał się niewiadomości, żeby nie obrażał tych, z którymi musi obcować, oraz wszystko inne tego rodzaju”
Niemniej jednak błędem byłoby przypuszczać, że potoczne doświadczenie moralne przypomina wnioskowanie matematyka czy logika. Jeśli w ogóle, ruch myśli idzie w przeciwnym kierunku - ewentualnie spostrzeżenia moralne (ta konkretna kradzież) kiedy zostaną już uświadomione, dopiero wtórnie w procesie abstrakcji dają się nieraz podciągnąć pod ogólne zasady postępowania, i tak poszczególną kradzież uznajemy później za podpadającą pod ogólna klasę kradzieży, tę zaś podpadającą pod klasę czynów niesprawiedliwych, idących wbrew jeszcze ogólniejszej zasadzie sprawiedliwości suum cuique (każdemu co jego). Tomasz jednak wyraźnie podkreśla, że o ile można podać pewne ogólne zasady moralności (takie jak te, które dyktuje nam synereza), to jednak nie możemy wypracować nauki o moralności podobnej do tej, jaką stanowi np. metafizyka.
Rozum zaś, jak uczy Filozof , ma to do siebie, że od ogółów przechodzi do poszczegółów. Inaczej jednak czyni to rozum spekulatywny, a inaczej rozum praktyczny. Rozum bowiem spekulatywny zajmuje się przede wszystkim tym, co jest konieczne: co nie może być inaczej. Stąd też prawda bez żadnego błędu znajduje się zarówno w partykularnych, jak i w ogólnych zasadach. Natomiast rozum praktyczny zajmuje się rzeczami przygodnymi, koło których obraca się działalność ludzka. I dlatego, chociaż w ogólnych zasadach istnieje jakaś konieczność, to jednak im bardziej schodzi do poszczegółów, tym łatwiej o uchybienia. Tak więc w dziedzinie spekulatywnej ta sama prawda jest we wszystkich: zarówno gdy chodzi o ogólne zasady, jak i o wnioski; jednak z tym zastrzeżeniem, że nie wszyscy poznają prawdę zawartą we wnioskach, a tylko w ogólnych zasadach, zwanych przez Boecjusza „wspólne wszystkim przekonania”. Natomiast w dziedzinie postępowania nie we wszystkich jest ta sama prawda lub poprawność działania, gdy chodzi o szczegóły, a tylko gdy chodzi o ogólne zasady. A i u tych, w których jest ta sama poprawność w poszczególnych sprawach, nie jest wszystkim znana w równym stopniu.
Dokładne przeciwnego zdanie był Immanuel Kant. By uniezależnić się od zewnętrznego, empirycznego źródła dobra i zła, a więc, mówiąc językiem Kanta, by pokazać, iż imperatyw moralny może mieć status prawa, a nie jedynie niepewnej „zasady woli”, Kant stworzył czysto formalną koncepcję rozumu praktycznego, „metafizykę moralności”. Dla Kanta podstawową zasadę moralności stanowi imperatyw kategoryczny. Każdy prawomocny obowiązek powinien dać się według niego wyprowadzić z tej zasady i każdy powinien mieć powszechną ważność, tak jak powszechną ważność posiada prawo.
„[k]ategoryczny imperatyw jest więc tylko jeden i brzmi następująco: postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się powszechnym prawem […] jedynie kategoryczny imperatyw ma brzmienie praktycznego prawa”
Imperatyw kategoryczny jest właśnie wynikiem racjonalnego namysłu, który można przeprowadzić niezależnie od partykularnych okoliczności w jakich dany czyn ma być dokonany, jest to bowiem tzw. praktyczny sąd syntetyczny a priori. Działania dokonane z godnie z nim zawsze i wszędzie okażą się dobre, i to niezależnie od swych praktycznych konsekwencji:
„wszystkie pojęcia moralne mają swe siedlisko i źródło całkowicie a priori w rozumie, i to tak samo w prostym rozumie ludzkim, jak i w rozumie w najwyższym stopniu spekulatywnym, że nie możemy wywieść ich przy pomocy abstrakcji z żadnego empirycznego, a więc tylko przypadkowego poznania; że właśnie na tej czystości ich pochodzenia polega ich godność, dzięki której mogą one służyć nam za najwyższe praktyczne zasady; że zawsze odbieramy im tyle z ich prawdziwego wpływu i nieograniczonej wartości czynów, ile udzielamy im pierwiastka empirycznego”
Zdaniem Kanta choć prawidłowe zasady moralności są dostępne rozumowi praktycznemu każdego człowieka, to niemniej jednak ze względu na wielorakie pokusy nie każdy człowiek posiada ich jasną świadomość, dlatego wymagamy oświecenia, potrzebujemy „metafizyki moralności”:
„w poznaniu prostego rozumu ludzkiego pod względem moralnym doszliśmy aż do jego zasady, której nie pojmuje od wprawdzie odrębnie w tak ogólnej formie, ale przecież w każdej chwili rzeczywiście ma ją na myśli i używa jej jako miernika swojej oceny […] nie potrzeba żadnej nauki i filozofii, żeby wiedzieć, co należy czynić, aby być uczciwym i dobrym, a nawet mądrym i cnotliwym […] [n]niewinność jest rzeczą wspaniałą, ale jest znowu bardzo źle, że nie daje się ona prawdziwie zachować i łatwo ulega pokusom. Dlatego nawet mądrość […] wymaga także nauki”
Wpływ Kanta był na tyle potężny, że zdołał zaszczepić on swój racjonalistyczny obraz moralności innym filozofom, tym łatwiej, im bardziej nauki teoretyczne zyskiwały uznanie w nowoczesnym społeczeństwie. Wpływowy teoretyk John Rawls przyjął, że jego dwie zasady sprawiedliwości są ważne, o ile zostają racjonalnie wybrane przez wolne i równe podmioty w „sytuacji pierwotnej”, w ramach „zasłony niewiedzy”.
„Sytuacja pierwotna to stosowne wyjściowe status quo, które gwarantuje, że osiągnięte w jego ramach podstawowe uzgodnienia są uczciwe i bezstronne – stąd określenie: sprawiedliwość jako bezstronność […] Rozumiane w ten sposób uzasadnienie sprowadza się do rozważenia, jakie zasady byłoby racjonalnie przyjąć w takiej umownej sytuacji. Łączy to teorię sprawiedliwości z teorią racjonalnego wyboru”
Rawls explicite przyznaje, że jego metoda jak najbardziej przypomina Kantowski konstruktywizm. Zdaniem Rawlsa aby wyciągać prawidłowe wnioski moralne należy przeczytać jego Teorię sprawiedliwości oraz opanować zawartą w niej metodę dochodzenia do dwóch zasad sprawiedliwości. Nie trzeba przy tym posiadać jakiegoś specjalnego charakteru czy zdolności, ani prawidłowo oceniać kontekstu, w jakim człowiek podejmuje decyzję. Wręcz przeciwnie, procedura wyboru zasad sprawiedliwości, jaką przedstawia Rawls, jest skrajnie racjonalistyczna i zapewne bardziej oderwana od rzeczywistości społecznej, niż teoria Kanta. Rawls proponuje bowiem, by wybierać zasady sprawiedliwości nie znając „swego miejsca w społeczeństwie, swojej pozycji ani społecznego statusu […] naturalnych przymiotów i uzdolnień […] swoich koncepcji dobra ani indywidualnych predylekcji”. Niezależność teorii Rawlsa od pojęcia dobra ilustruje również jego koncepcja priorytetu słuszności wobec dobra, w ramach której „nie interpretuje się słuszności jako maksymalizacji dobra”. Innymi słowy, pojęcie słuszności wyznacza granice pojęciu dobra, a nie odwrotnie, interesom niezgodnym z Rawlsowską teorią sprawiedliwości nie można przypisać żadnej wartości, a tym bardziej wartości samoistnej.
* * *
Podsumowując, nie sądzę by Tomaszowa kognitywna koncepcja rozumu praktycznego odgrywała dziś jakąś poważniejszą rolę czy miała bezpośredni wpływ na współczesność, ewentualnie pomijając niedawny rozkwit tomizmu, głównie w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Niemniej jednak jako dobra teoria myślenia moralnego może służyć do krytyki innych teorii, takich jak teorie konstruktywistyczne. Teorie te, w tym teoria Kanta i Rawlsa, nie podkreślają konieczności posiadania przez człowieka dobrego charakteru przy rozeznawaniu dobra i zła, przez co mogą służyć niemoralnym ideologiom i zniekształcać prawidłowy obraz rzeczywistego wysiłku moralnego.
„Społeczeństwo obiecane Rawlsa jest pustynią. […] Demokracja, która miała uwolnić nas od mitów zniekształcających naturę, stała się platformą natarczywej propagandy, która neguję naturę na rzecz równości, tak jak mity konwencjonalnych arystokracji negowały naturę na rzecz nierówności. W pożądanej wspólnocie nie ma napięć, nie ma winy (wyłączając tych, którzy nie chcą się przyłączyć), nie ma tęsknot, nie ma wielkich poświęceń i wielkiego ryzyka, została ona stworzona dla pustych potrzeb człowieka i w tym celu go przekształca”
Biorąc zaś pod uwagę dzisiejszą popularność konstruktywizmu, to uzależnianie moralności od wyboru jednostki, z racji tego, że jest nie do obrony z punktu widzenia rozumu, powodować będzie zagrożenie woluntaryzmem oraz irracjonalizmem, przekonaniem, że coś jest dobre, ponieważ „ja tak sądzę”.
[1] Św. Tomasz z Akwinu, Suma Teologiczna, (tłum. i oprac. P. Bełch OP), (Londyn, Veritas, 1978), cz. 1-2, kw. 91, art. 2. [2] B. Gaut, “The Structure of Practical Reason”, w: G. Cullity, B. Gaut (red.), Ethics and Practical Reason, (Oxford, Oxford University Press, 1997). [3] Pomijam kwestię, czy tak rzeczywiście wygląda postępowanie prawnika. [4] I. Kant, Krytyka praktycznego rozumu (Kęty, Wydawnictwo ANTYK, 2002), s. 74.
[6] Św. Tomasz z Akwinu, Suma Teologiczna, (tłum. i oprac. P. Bełch OP), (Londyn, Veritas, 1978), cz. 1-2, kw. 94, art. 2. [7] O roztropności pisze Św. Tomasz w następujących fragmentach Sumy, 1a, kw. 22, art. 1., odp. 1, kw. 23, art. 4, kw. 113, art. 1 i 2, kw. 57, art. 5; 1-2, kw. 57,art. 4, 2-2, kw. 47, art. 6, kw.56, art. 1. Zobacz też: T.H. Irwin, „Practical Reason Divided: Aquinas and his Critics”, w: G. Cullity, B. Gaut (red.), Ethics and Practical Reason, (Oxford, Oxford University Press, 1997). [8] Ibidem, cz. 2-2, kw. 47, art. 7. [9] Ibidem, cz. 1-2, kw. 58, art. 5.
[12] Ibidem, cz. 1-2, kw. 94, art. 4. Podobnie uważał Arystoteles, „nazywa się ludźmi rozsądnymi […] jeśli przeprowadzili trafnie rozumowanie dotyczące czegoś, co jest dobrym celem […] skoro wiedza naukowa związana jest z dowodzeniem i skoro nie można dowodzić tych rzeczy, których zasady są zmienne […] to rozsądek nie może być […] wiedzą naukową”, Arystoteles, Etyka Nikomachejska, (tłum. D. Gromska), (Warszawa, PWN, 1981), ks. VI, V.
[17] Zob. J. Rawls, “Kantian Constructivism in Moral Theory”, The Journal of Philosophy, Vol. 77, No. 9 (Sep. 9, 1980), s. 515-572. Por. S. R. Freeman, Justice and the social contract: essays on Rawlsian political philosophy (Oxford, Oxford University Press, 2007), s. 72.
[19] J. Rawls, Teoria sprawiedliwości, (przeł. M. Panufnik, J. Pasek, A. Romaniuk), (Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN, 1994), s. 24. [20] Rawls powołuje się w tym kontekście na Kanta, ibidem, s. 48, przypis 16.